Widzieliście kiedyś doniczkę z zamiokulkasem pędzącą po schodach? Do tego wypełnioną kamieniami? I to o 5.oo rano? Bo ja tak. Nie dość, że widziałam, to nie chwaląc się, to ja wprawiłam ją w ruch. Extra, co? Nikt się tego nie spodziewał. To był ten czas, kiedy tylko stróżka drapie szczotką w chodniki. Panuje słodka cisza i gęsta, kojąca ciemność... Szczególnie dwunogi lubią sobie pospać o tej porze... Aż tu nagle...
Zuzia - ranny ptaszek (to znaczy nie w sensie ptak z broczącą krwią raną, tylko taka "Zuzia hej do przodu" od rana... no wiecie, o co biega, nie?) postanowiłam zrobić sobie dżym o 5.oo. No co, nie znacie inglisz? To zajrzyjcie do słownika.
No więc, leżąc na pleckach wyciągnęłam jedną rękę, drugą rękę, jedną nożkę, drugą nóżkę. A leżałam na mojej kociej skrzyni. To naprawdę nie jest moja brocha, że "Ta co z nami jest najwięcej" postawiła zamiokulkasa na linii moich nożek, tuż nad schodami. I naprawdę nikt jej nie kazał wypełniać doniczki kamieniami. Wiem, co ona powie. Powie: "musiały być kamienie, bo Zuzia lubi grzebać w ziemi" Niby ja??? No może od czasu do czasu sobie grzebnę. Ok. No w każdym razie jak wyciągnęłam tę drugą nóżkę, to z takim impetem, że... ruszyła lawina! Ha, ha, ha! To było coś. Wyobrażacie sobie ten grzmot, ten huk, tę demolkę o 5.oo rano??!! Doniczka ? twarda sztuka, pękła dopiero na trzecim stopniu. Ale kamieniami ziała od samego początku. Kamieniami i ziemią! Coś wspaniałego! Szczątki donicy i zamiokulkasa... ziemia i kamienie..., od góry do samego dołu! Po prostu "piękna katastrofa"!
A na deser mina "Tej co z nami jest najwięcej". BEZCENNA!
Och, mają rację ci co mówią, żeby ćwiczyć. Nie ma to jak dobra gimnastyka od samego rana. I to z przyrządami...Szczotką, zmiotką, szufelką... Co za relaks przed pracą! Poleca każdemu "Ta co z nami jest najwięcej" Hi, hi, hi!