Zwierzeta sa moimi przyjaciólmi, a ja nie zjadam swoich przyjaciól.
George Bernard Shaw
Wczorajszy dzień był inny niż wszystkie. Spędziłam go w garderobie. No nie cały, ale prawie...Weszłam tam z samego rana kiedy "Ta co z nami jest najwięcej" ubierała się do pracy. Usiadłam cichutko pod kloszami roztańczonych, szepczących spódnic. Widziałam, jak dwunoga ogarnia ostatnim wejrzeniem wnętrze garderoby...stanęłam więc na palcach, wciągnęłam brzuch i dzięki temu zrobiłam się całkiem niebieska i zupełnie płaska. I wtedy drzwi się zamknęły. Zrobiło się cicho i ciemno. Cudownie! Byłam sama w raju...
Na początku spałam. Nikt mnie szturchał, nie zaglądał pod powieki, nie szczypał w ucho. Zza zamkniętych drzwi słyszałam głos Zuzi: "Julka jesteś tam?", "Julka, odezwij się". Powiedziałam, że i owszem jestem i mam zamiar spędzić dzień na medytacji. Wiedziałam, że i tak żadna z nas nie otworzy tych drzwi.
Potem trochę się bałam. Bo jeśli "Ta co z nami jest najwięcej" wpadnie pod tramwaj i nikt mnie tu nie znajdzie? Stanę się kruchym, niebieskim, naprawdę zupełnie płaskim truchełkiem? Wyobrażałam sobie jak dwunoga zalewa się łzami i to nawet było przyjemne, ale potem przypomniałam sobie, że leży przecież pod tramwajem i raczej o mnie nie myśli...
A potem nagle zobaczyłam, że ja tam w tej garderobie wcale nie jestem sama. Ze mną jest mnóstwo rzeczy! Dziesiątki wspaniałych ciuchów! Na samym początku przebrałam się w kraciastą spódnicę i zielony puszysty sweterek, do tego czapka-uszanka i fioletowe rękawiczki. Kiedy spojrzałam w lustro wyglądałam zupełnie jak..."Ta co z nami jest najwięcej"! Wspaniale! Potem włożyłam dżinsy, żakiet z wełny i szafirowy szalik! Ten kolor był zabójczy! Pasowała mi też butelkowo zielona apaszka w złote esy-floresy. Naprawdę zajekocio podkreśliła kolor moich oczu...
Na samej górze, tuż pod sufitem były rzeczy cienkie jak mgiełka. Oj, nie myślcie, że łatwo było się do nich dostać! Musiałam wspiąć się po rękawie płaszczyka z białego misia (pewnie też byłoby mi w nim ładnie...), odbić od ramienia aksamitnej marynarki, a potem mozolenie wpinać półka po półce. Spadał mi na głowę ciepły deszcz bluzeczek z krótkimi rękawkami, ale udało mi się dotrzeć na sam szczyt. A tam przymierzyłam okulary firmy...Gucio (?...), ale nie było mi w nich dobrze...Może mam za krótki nos?
A na sam koniec weszłam w turkusowy kostium kąpielowy. Nawet niezły, tylko nie wiem do czego miały niby służyć te dwie miski z przodu...Może wiecie co tam się wkłada? Głowę? Ale wtedy trzeba by mieć dwie. Zawsze wydawało mi się, że "Ta co z nami mieszka" ma jedną głowę, ale nie jestem pewna...Dzisiaj jej się przyjrzę...
Kiedy dwunoga otworzyła drzwi garderoby, ja spałam zwinięta w ciaśniutki kłębuszek na stosie bluzeczek z krótkimi rękawkami, szalików, apaszek i sweterków, w okularach firmy Gucio, co to nie chciały dobrze siedzieć mi na nosie...
I naprawdę nie mam pojęcia skąd ten cały bałagan...
|
|
Joasiu jeszcze raz potwierdza się to ,że masz talent do pisania...Nie mam wnuków,to jest świetna" poczytanka" dla dzieci...Już widze jak siedzą z otwartą buźką i słuchają z zapartym tchem..A to co słyszą przybliża im bogaty i barwny świat koci.Nawet mój mąż słuchał z uwagą, a wkoło niego nasze kotki...Przesyłamy Ci wszyscy Duzi i mali buziaczki:-))
Bardzo dziękuję i bardzo się cieszę Mirellko!
Całuski! A.
Julciu!
Ja kiedyś, jak byłem jeszcze młodzieńcem, wszedłem do kuchennej szafki z żywnością i mamusia niechcący mnie zamknęła. Były tam puszki, słoiki, makaron w celofanie. Strasznie się bałem i nie potrafiłem wydać z siebie żadnego dźwięku ani nawet zadrapać - sparaliżowało mnie. Mamusia wtedy była czymś zajęta przez dłuższy czas i nie zauważyła mojej nieobecności, myślała, że gdzieś sobie śpię w kąciku.
Potem zorientowałem się, że na brzeżku półeczki jest w małej foliowej torebeczce jakaś przyprawa i zacząłem ją drapać, więc się wysypała... Mamusia weszła do kuchni, zdziwiła się, kto tak nabrudził przed szafką i otworzyła drzwiczki.
Jak ja się ucieszyłem na widok mamusi!!! A mamusia wcale nie miała pretensji, że nabrudziłem tą przyprawą, tylko mnie tuliła i żaliła się nad moim losem, że tak długo samotnie siedziałem cichutko w zamknięciu.
Pozdrawiam Cię, Julciu, gorąco!
Twój Węguś
Hehe niesamowite, Joasiu musisz tego Bloga gdzieś opublikować albo napisać książkę! Poprawia humor po ciężkim dniu.
Pozdrawiam serdecznie
Ania
Dzięki wielkie! Też pozdrawiam! :-))))
1. Bardzo ciekawe.;)Julciu ty to
Bardzo ciekawe.;)
Julciu ty to masz przygody.;)