Łatka trafiła do nas w dramatycznych okolicznościach. Znalazł ją wnuk sąsiadki, gdy wypadła z gniazda i przyniósł do domu. Szybko mu się znudziła opieka nad pisklęciem i sąsiadka postanowiła ja wynieść do parku, aby tam "zdechła śmiercią naturalną z głodu". Szybko zabrałam jej ptaka i zaopiekowałam się nim. Sroczka otrzymała imię Łatka z powodu białych "groszków" na czarnym plastroniku na piersi. Z początku ledwie opierzony pisklak jadł i spał, ale kiedy nabrał sił i zaczął dreptać po domu, zauważyliśmy, że nie używa prawie wcale prawej łapki. Okazało się po rozmowie z sąsiadką, że jej wnusio "bawił się" sroczką, podrzucając ją i łapiąc. Weterynarz stwierdził, że nóżka jest złamana, ale "otorbi się". Kilku innych nawet nie chciało sroczki obejrzeć. W sklepie zoologicznym dowiedziałam się, że w Brzesku przyjmuje doktor Wacław Czaja, który leczy dzikie zwierzęta. Z moim ś.p. Dziadziem, który dobrze znał Brzesko, pojechałam tam. Doktor Czaja zajął się Łatką troskliwie, zrobił prześwietlenie i unieruchomił łapkę. Ponieważ złamanie było dość wysoko, owinął ją plastrem, wyciągnął do tyłu i przymocował do... ogona. Po dwóch tygodniach kość sie zrosła i nasza pupilka teraz tylko lekko utyka i ma trochę krzywy ogonek. Doktor Czaja nie chciał pieniędzy za leczenie, przyjął tylko zwrot kosztów kliszy rtg. Cieszył się, że pomógł, dał mi sporo cennych rad odnośnie opieki. Jesteśmy mu do dziś bardzo wdzięczni.
Łatka rosła zdrowo, stała się ulubienicą rodziny. Co najdziwniejsze, zaprzyjaźniła się z nią moja poprzednia kotka Maniulinka. Bawiły się razem piłeczką pingpongową, Łacia "czesała" Maniulinkę dziobkiem. Wychodziły sobie też na balkon. Gdy Łatka po półtora roku dorosła i wybrała życie na wolności, Maniulinka tęskniła za nią bardzo.
Łatunia żyje do dziś, przylatuje pod okno po smaczne kąski, chwali się swoimi dziećmi, ale nie daje sie już głaskać. Jest dzikim, wolnym ptakiem i radzi sobie świetnie, a my cieszymy się, że uratowaliśmy jej życie.
1. Bardzo ciekawa historia.
Bardzo ciekawa historia. Brawo za postawę!